sobota, 28 sierpnia 2010

Coś... "dla hide"

Kolejne delikatne brzmienie w głośnikach. Jego głos. Czy to już niebo…?
Ach, ten głos! Jak on wiele dla mnie znaczy… Jak wiele zmienił…
A może to naprawdę niebo?
Codziennie budzę się, widząc jego uśmiech i słysząc aksamitny głos, wspaniałą grę.
Jeden krok do nieba. Ale czy na pewno?
Ach, gdybyś był przy mnie…
Chwila!
Przecież jesteś. Tutaj. W moim sercu na wieki.
Słyszysz, prawda?
Twój uśmiech jest dla mnie niczym ukojenie dla serca.
Twój głos sprawia, że wypełnia mnie bezkresna radość…
Lecz płaczę… Dlaczego?
W niebie nie ma smutku, więc…
To nie jest niebo?

Ale jesteś tu, hide! Żyjesz! Przecież wiem!
Jesteś wyjątkowy, idealny.
To skoro tu jesteś…
To jestem w niebie, czyż nie?

Lecz gdy ogarnie mnie myśl, że już nie zaśpiewasz… nie zagrasz…
To nie mieści się w mojej głowie!
Byłeś, jesteś i nadal będziesz wspaniały!
Umarłeś?
Nie. Dopóki będę Cię pamiętać, dopóki ludzie będą o Tobie pamiętać
nie umrzesz – gwarantuję Ci to, hide.

A więc razem jesteśmy w niebie, czyż to nie piękne?
Ale jak wygląda niebo?
Czym jest niebo dla Ciebie?
Czym jest niebo dla mnie?
Niebem dla mnie…
Jesteś Ty, hide.

I kolejna piosenka, kolejne uderzenie. Kolejna dawka tęsknoty, euforii, radości


…i tego jednego ciepłego uczucia…

___

napisałam kiedyś, bardzo dawno.
chyba wtedy, gdy miałam doła, bo teraz nic z tego nie rozumiem.
mimo wszystko podoba mi się w miarę...
ha, mówiłam, że będzie coś ''mądrego'' ;>

dobranoc.
nie wiem kiedy ukaże się drugi rozdział, ale mam już pewien pomysł, więc nie jest źle x)

Hong Ki x G-Dragon Rozdział I

Witam Was wszystkich ^^.
tak naprawdę to nikogo, ale co tam ;d.
Więc... pojawił się już pierwszy rozdział! ^^ 
A to ze względu na to, że miałam za dużo wolnego czasu, a spotkanie nie wypaliło.
_________

                Ciepłe promyki słońca przedostawały się przez okna, budząc całą naszą piątkę. Jedynie Jae Jin wtulony w mój mięciutki, aczkolwiek chudy brzuch cichutko sobie pochrapywał.
                Wyciągnąłem ręce do góry, ziewając, a opuszczając je przy okazji uderzyłem naszego słodziaka w ramię. Ten, dość brutalnie obudzony, zaczął wymachiwać energicznie rękami, a przy tym wił się jakby był właśnie gwałcony na środku ulicy.
                - Pora się zbierać, chłopcy – westchnął Jong Hoon.
                Wszyscy posłusznie wstali, obijając się o meble. Jedynie ja chwyciłem telefon, by zadzwonić do Pewnej Osoby, lecz został on mi od razu zabrany przez lidera. Zrobiłem minę obrażonego siedmiolatka, któremu mama nie chciała kupić lizaka i schowałem się pod kołdrą.
                - Hong Ki, wstawaj. Nie będziemy się spóźniać przez twoje humory – rzekł dość poważnie.
                Tak, z naszym uroczym liderem nie ma żartów. Z twarzy może być przesłodki, lecz w środku to prawdziwy demon.
                Niechętnie skierowałem swe kroki do łazienki, która, o dziwo, była wolna. Przemyłem twarz zimną wodą, lecz nadal myślami przebywałem w krainie Morfeusza.
                Po wykonaniu porannych czystości i doprowadzeniu mojej fryzury do w miarę normalnego stanu, założyłem pierwsze lepsze ciuchy leżące na zepsutej pralce. Nie wiedziałem czy ubrania były moje, czy innego członka zespołu. Z resztą nieważne. Lepsze to niż wyjście nago, chociaż fani mieliby wtedy niezły ubaw.

                Pierwszy raz nie byłem ostatni. Tym razem Jae Jin nie mógł znaleźć gitary. Po chwili wszyscy byliśmy gotowi z prędkością Strusia Pędziwiatra wsiedliśmy do czarnego samochodu.
                - Jae Jin, to gdzie w końcu znalazłeś gitarę? – spytał Min Hwan, jedząc jogurt truskawkowy.
                - Cóż… w pralce… - widząc nasze zdziwione miny, dodał – Skąd ja mam wiedzieć, co tam robiła?! To pewnie Buka!
                - Jae Jin… Za dużo wieczorynek. Powinieneś ograniczyć się do jednej na tydzień tak jak Hong Ki – mruknął lider.
                - Nie przesadzaj z tą liczbą! Oglądam trzy na tydzień, czy ci się to podoba, czy nie! – wykrzyknąłem.
                Po chwili wszyscy wybuchliśmy śmiechem.

                Wchodząc po schodach w wytwórni, zauważyłem nowsze plakaty na ścianach całej naszej grupy. Nieopodal toalety wisiał ogromny plakat z 2007 roku, gdy dopiero wchodziliśmy na koreańską scenę. Jeszcze z kochanym Won Binem… Odkąd nas opuścił, do tego bez żadnego pożegnania, stałem się nieco mniej radosnym człowiekiem. Niby pokazuję uśmiech na scenie, wśród chłopaków również staram się być szczęśliwy. Niestety czas nie naprawi tej dość głębokiej rany.
                Prawdę mówiąc, z Won Binem znaliśmy się od dziecka. Pamiętam czasy, gdy razem spóźnialiśmy się na próby naszego licealnego zespołu. Byliśmy bardziej zżyci  niż jakiekolwiek małżeństwo… Przynajmniej tak mi się wydawało. Jednak w nagle wszystko prysło. Bez żadnego „żegnaj”, bez słowa nas opuścił, cały F.T Island. Chciałem o tym zapomnieć, lecz nie potrafiłem. To było silniejsze ode mnie. Nowy członek również tego nie naprawi. Won Bin to Won Bin – jedyny w swoim rodzaju. Najgorsze jest jednak w tym wszystkim to, że… nigdy więcej go nie spotkałem.
                Jedyną osobą, która pomogła mi się podnieść był nie kto inny jak Yeon Rin. Dziewczyna, z którą obecnie się spotykam. Czyżbym ją kochał? Tego nie wiem…
                Wiem jedno. Kochałem Won Bina, lecz jednocześnie nienawidziłem. Nienawidziłem go za to, co zrobił. Jednak… on i tak zajmował w mym sercu specjalne miejsce.

                - Hong Ki, chodź. Bo znowu się rozkleisz – z zamyślenia wyrwał mnie głos Jae Jina. Chłopak obejmując mnie ramieniem, kierował do pomieszczenia, w którym mieliśmy odbyć jakąś ważną rozmowę z menadżerem.
                - Jae Jin… - szepnąłem.
                Tak, znowu byłem przybity. Znowu. Gdy tylko widzę Jego zdjęcie mam ochotę rzucić się na ziemię i wykrzyczeć imię chłopaka.
                - Poproszę menadżera, żeby ktoś zdjął ten plakat – mruknął. – Jak widać, ty nadal przeżywasz to najbardziej z nas wszystkich. A teraz głowa do góry. Buka lubi smutnych przystojniaków.
                Hmmm… W sumie to nasz okularniczek ma rację. Nie powinienem rozklejać się przy każdym zdjęciu Won Bina. Powinienem… być szczęśliwy i czerpać radość z życia, nie żyć przeszłością.
                Podciągnąłem spodnie i z ponownym uśmiechem na twarzy skierowałem swe kroki do studia.
                - Dzień dobry wszystkim! – krzyknąłem radośnie, przekraczając próg sali i trzaskając drzwiami.
                Spoglądając na stół, ujrzałem na nim pięciu siedzących, zupełnie nieznajomych Koreańczyków.
                - Dzień dobry, wokalisto – uśmiechem przywitał mnie pewien słodki blondynek w zielonej koszulce.
                Poczułem jak robi mi się gorąco. Nigdy tak się nie czułem… Jedynie momentami, gdy Won Bin wychodził  półnagi z łazienki, a jego jasnobrązowe włosy idealnie układały się na pięknych ramionach.
                - Jestem Kwon Ji Yong, ale możesz do mnie mówić artystycznym pseudonimem, a brzmi on G-Dragon – zeskoczył ze stoły, a następnie podszedł do mnie, podając mi dłoń.
                - Lee Hong Ki – przedstawiłem się. – A więc… Ji…
                - Nie pozwoliłem ci zwracać się do mnie po imieniu – odparł.
                Zaskoczyło mnie to… i to bardzo. Cóż, kogo by nie zaskoczyło? Cud, że w ogóle mi się przedstawił.
                - Tak więc… G-Dragon, to twój zespół?
                - Taaa… Big  Bang.
                Big Bang… Big Bang… Big Bang! Jeden z najsłynniejszych koreańskich zespołów popowych, należący do wytwórni YG Enertainment. Także… co oni tu robią?
                - Łaa… Czaicie chłopaki?! Siedzimy z taką sławą jak Big Bang w jednym pomieszczeniu! – wykrzyknąłem.
                - Za to my siedzimy z najsłodszymi Koreańczykami na świecie – uśmiechnął się uroczo. – Sądzę, że dogadamy się bez problemu.
                - Dopiero wtedy, gdy ci minie nerwica – powiedział siedzący nieopodal szatyn.
                - Ty to potrafisz zepsuć zabawę, Seung Ri – mruknął G-Dragon, opadając na krzesło.
                - Ekhm… Usiądźcie wygodnie i słuchajcie – rzekł nasz menadżer. – Razem z dyrektorem wytwórni YG Entertainment uznaliśmy, że mieszanka waszych styli muzycznych może wyjść dość ciekawie.
                Po sali rozległy się pomruki oraz głośne westchnienia zażenowania bądź zniesmaczenia.
                - Cisza! – odezwał się mężczyzna stojący obok, który okazał się menadżerem Big Bang. – G-Dragon, ty zajmiesz się pisaniem tekstu wraz z Lee Hong Ki. Reszta będzie miała wolne, dopóki wy tego nie skończycie.
                - On zawsze wali prosto z mostu, nie przejmuj się  - gdy usłyszałem słodki szept blondynka za uchem, po moim ciele przeszły przyjemne dreszcze.
                 Co się ze mną dzieje? Nawet przy Yeon Rin nic takiego NIGDY się nie zdarzyło!
                Westchnąłem cichutko i złapałem się za głowę.
                - Kończąc… powiem wam jeszcze, że dacie wspólny koncert, o ile spodoba się ludziom wasza piosenka. Dlatego też… nie zwalcie roboty – odparł nasz menadżer.
                - A co z tego będziemy  mieli? – spytał Jong Hoon.
                - Więcej kasy… sławę… nowe doświadczenie… przy okazji zagracie w Europie… Ale wszystko musi pójść po mojej myśli – powiedział menadżer Big Bang.
                - W porządku. To my z Hong Ki będziemy się zbierać – rzekł G-Dragon, łapiąc mnie za rękę i prowadząc w kierunku wyjścia.
                - G! Tylko pamiętaj… więcej pracy, mniej zabawy – odparł groźnie mężczyzna. Blondynek zaś dyskretnie pokazał mu język.
                Wyszliśmy, zamykając za sobą drzwi, a Ji Yong nadal trzymał mnie za rękę.
                Spojrzałem w miejsce, gdzie jeszcze przed chwilą wisiał plakat z Jego zdjęciem. Odgoniłem szybko od siebie te myśli i skupiłem się na jednym z pięciu członków Big Bang.
                - Pociągam cię, prawda? – spytał nagle chłopak o piwnych oczach.
                - C-co…? Eee… nie, to… wydaje ci się…
                - Przecież widzę jak na mnie patrzysz – uśmiechnął się niczym napalony oraz niewyżyty seksualnie pedofil.
                Blondyn pociągnął mnie mocno za ramię i zaprowadził do łazienki, zatrzaskując drzwi.
                Przycisnął mnie do ściany i przez chwilę wpatrywał się swymi piwnymi oczyma w moją twarz. Nie wiedziałem, co robić. Przez pewien moment wyrywałem się, lecz mój wysiłek poszedł na marne

***
                Słodki ciemnowłosy Koreańczyk z niezwykle uroczą twarzą… Ach, tylko głupiec by go nie chciał przelecieć. Ta idealna sylwetka… Mogłem o kimś takim jedynie marzyć, aż do tego momentu.
                Zbliżyłem swoje usta do jego warg i delikatnie muskałem je językiem.
                Prawdę mówiąc, jeszcze nigdy nie czułem czegoś takiego do żadnego faceta. Seks ze znajomymi zdarzał się, owszem, ale pod wpływem „lekkiego” alkoholu.
                Jedną dłoń włożyłem pod koszulkę chłopaka, drugą zaś kierowałam powoli do rozporka. Palcami ściskałem jego sutek, słysząc coraz to głośniejsze westchnienia. O dziwo, nie opierał się, co jeszcze bardziej zachęciło mnie do działania. Kontynuując pieszczoty, zjechałem ustami do szyi bruneta, pozostawiając na niej lekko różowe ślady. Gdy byłem już u granicy podniecenia, gdy moja dłoń rozpinała guzik od spodni, usłyszałem pukanie do drzwi. Zasmucony zostawiłem Hong Ki w spokoju, poprawiając mu spodnie.
                Otwierając drzwi, ujrzałem okularniczka z FTI, lecz nie na tyle uroczego, by dorównał wokaliście… albo mnie.
                - Co tam się stało? – zapytał podejrzanie.
                - Ja… - mruknął Hong Ki, który był cały zarumieniony.
                - On zasłabł, nie przejmuj się – najlepsze wytłumaczenie padło z mych ust.
                - Rozumiem… Chodź, Hong Ki.
                - Nie mogę, musimy pisać piosenkę – rzekł, co mnie bardzo zaskoczyło. Czyli… podobało mu się? Miło. Jeszcze nigdy w życiu nie byłem taki szczęśliwy!
                - Wrócisz na noc?
                - Może… raczej…   - jąkał się. – Ach, nie przejmuj się. Dragonek przecież nic mi nie zrobi, prawda?
                Gdy okularniczek odszedł, chwyciłem Hong Ki za ramię.
                - Podobało ci się, skarbie?
                - Nie myśl tak o tym – zaśmiał się. – Za to, co mi zrobiłeś,  będziesz musiał mnie kryć dzisiaj wieczorem. Wychodzę z Yeon Rin.
                - Twoja dziewczyna?
                - Coś w tym stylu… To na razie!
                I pobiegł.
                Durny dzieciak. A myślałem, że będzie milutko. Ja mam go kryć? Chyba śni. Prędzej go zgwałcę tysiąc razy. W końcu zostałem seme miesiąca.
                Z drugiej strony… będę miał jeszcze niejedną okazję, by zrobić z nim to, o czym marzyłem odkąd go ujrzałem.  Hm… Ale na pewno nie pozwolę, by jakaś Yeon Rin zabrała mi mojego słodziaka. O nie, nigdy!

                Idąc przez centrum, zastanawiałem się, co tak naprawdę mną kierowało.  Nigdy wcześniej nie zakochałem się w facecie, o ile to, co czuję do Hong Ki można nazwać miłością. Cóż, znam go dopiero niecałe pięć godzin, także… to na pewno nie jest miłość. Chyba, że ktoś wierzy w miłość od pierwszego wejrzenia.

                Hong Ki, misiaczku, przygotuj się na wspaniale erotyczną podróż w nieznane.
__________
z góry przepraszam za błędy .
Wiem, nudne xd. 
Ale niedługo powinno się rozkręcić ^^
Sayonara <3

piątek, 27 sierpnia 2010

Coś, co nazywamy rozpoczęciem lub, jak kto woli, powitaniem

Ohayo, mina! :3
Takie małe powitanko, żeby nie było. 

Na karteczce mam już prawie pierwszy rozdział zapisany [Hong Ki x G-Dragon]. 
Tak dla jasności:

ten pierwszy to Lee Hong Ki, a dalej reszta zespołu F.T Island - zachęcam do przesłuchania ^^.

G-Dragon (Kwon Ji Yong) z zespołu Big Bang ;3
wpiszcie na youtube i zobaczycie :33

PIERWSZY ROZDZIAŁ POJAWI SIĘ JUTRO. PRAWDOPODOBNIE ;3
OYASUMI <3